niedziela, 18 lutego 2018

Koszyk niezgody

Stoję w kolejce z zakupami. Kasjerka w supermarkecie A*** mizdrzy się do dwulatka, podskakującego w wózku na zakupy, wydając jednocześnie resztę jego ojcu.
- Czy te wózki są kiedyś myte? - pytam, gdy przychodzi moja kolej
- Nie wiem - rzecze obojętnie, z lekką nutką urazy, pewnie zgodnie z prawdą.
- Bo ludzie kładą tam chleb, sery, warzywa, a jak pani widziała, to dziecko depcze tam butami, którymi pewnie nieraz wlazło w błoto i coś dużo gorszego...
- Stoją na zewnątrz, deszcz czasem pada, to się umyją - odpowiada mi błyskotliwie pani za kasą.
W tym momencie odechciało mi się dyskusji. Nie wiem, co ludzie sobie myślą. Wózki na produkty żywnościowe powinny służyć wyłącznie wożeniu tych produktów, tymczasem wielu ludzi uważa, że to da darmowe wózeczki dla ich pociech. Niedawno w innym markecie, B*****, widziałam jak starsze dziecko woziło młodsze w charakterystycznym koszyku na kółkach z długą rączką i nikt nie zareagował. Od tej pory ładuję zakupy do plastikowej torby i wyładowuję przy kasie. Nie tknę więcej żadnego z tych zasyfiałych koszyków. A najgorsze jest to, że Sanepid, który potrafi przyczepić się do byle czego, na tę akurat sprawę w ogóle nie zwraca uwagi. Bo dzieci są u nas nietykalne. Mogą robić bałagan, niszczyć i zanieczyszczać, co im się podoba, nikt nie zwróci uwagi ich rodzicom, nie mówiąc już o nakazaniu zapanowania nad pociechą.
Jedno jest pewne - gdy w końcu otworzą w Warszawie jakiś supermarket z naklejką "Child Free Zone", nie będę robić zakupów nigdzie indziej.
Choćby nawet było drożej.

sobota, 27 stycznia 2018

Królowa za ladą

Nieraz zdarza mi się słyszeć narzekania, że supermarkety zabierają pracę drobnym sklepikarzom, prowadzącym swe małe interesiki w pocie czoła. W sumie rozumiem ich rozgoryczenie, bo nie stać ich na luksus dawania klientom niskich cen. Czy choćby pełnowartościowych towarów, bo zdarzało mi się dostać tam nadgniłe jabłko (w tych sklepikach towar podaje sprzedawca) lub przeterminowaną śmietanę. A to się dziać nie powinno. Właściciele tych przybytków zachowują się jak peerelowscy chłopi, którzy sprzedając owoce swych trudów na targach nie pozwalali klientom wybierać. "To kto kupi te inne?" usłyszałam kiedyś oburzoną odpowiedź, gdy stwierdziłam, że nie chcę robaczywych i obitych gruszek, a wolę zdrowe i ładne. Tylko że PRL jest już wspomnieniem i panowie drobni handlowcy muszą o tym pamiętać. sami sobie kopią grób dużo skuteczniej, niż robi to dla nich jakaś Biedronka.

Ostatnio poszłam po cukierki dla kolegów z pracy do małego, działającego odkąd pamiętam sklepiku w przejściu podziemnym. Sklepik jest naprwdę malutki, tak dalece, że gdy się wejdzie, nie widać gablot ze słodkimi świństwami - można je obejrzeć jedynie z zewnątrz. Żadna z nich nie jest opatrzona ani nazwą cukierków, które mieści, ani też ceną. Nie ma żadnej możliwości powiedzieć, co się właściwie chce czy wskazać palcem. Towar dobry, nie powiem, weszłam więc i zagajam:
- Chciałabym kupić cukierki.
- Które? - pyta chłodno sprzedawczyni i prawdopodobnie właścicielka interesu w jednym.Mierzy mnie wzrokiem mającym oznaczać "Ty to lepiej na dietę przejdź." i czeka. A ja nie wiem, jak nazwać te, które wpadły mi w oko.
- Okrągłe, owocowe.- mówię wreszcie. Sprzedawczyni wzdycha, bierze torebkę i nakłada zupełnie inne.
- Nie te. - protestuję z resztką odwagi.
- Klientko, ale klientka niezdecydowana! - prycha z pasją Królowa i wysypuje ze złością nieprawidłowy towar z powrotem do gablotki.

Przyznaję, kupiłam upatrzone cukierki. Nie można ich dostać gdzie indziej. Są bardzo smaczne i moi koledzy je lubią. Ale chyba więcej tam nie pójdę. Wolę jednak sieciówki, przynajmniej nikt mi tam nie daje ciągle do zrozumienia, że mu przeszkadzam i jestem jedynie irytującym dodatkiem do dnia spędzanego w pracy.

Nie twierdzę, że tak jest wszędzie. Jednak spotykałam się z podobnym zachowaniem na tyle często, by omijać "małe prywatne sklepiki" szerokim łukiem. Tak na wszelki wypadek. Bo Królowa za Ladą może skutecznie zepsuć apetyt.

niedziela, 21 stycznia 2018

Wellman kontra Piekara - sądowy walkower?

To, że polskie sądy wydają absurdalne wyroki, nie jest żadną tajemnicą. Sama tego doświadczyłam i nie było to miłe przeżycie, ale też ucierpiałam relatywnie mało. Znacznie gorzej poszło Jackowi Piekarze, który za swój wpis pod adresem Doroty Wellman musi zapłacić blisko pół miliona. Jasne, pani Wellman mogła poczuć się urażona, choć dziwi taka drażliwość u kogoś, kto sam bezpardonowo atakuje innych, pewny swej nietykalności. Jednak żądana i co gorsza zatwierdzona przez sąd rekompensata za rzekomo zranione uczucia jest stanowczo nieadekwatna, szczególnie że Jacek Piekara nie miał żadnej możliwości obrony. Nawet nie wiedział o procesie! Podobno nie można było go znaleźć, by doręczyć wezwanie do sądu, co jest zarzutem o tyle śmiesznym, że sądowy komornik ustalił jego właściwy adres w jeden dzień. Więc jak, można było go znaleźć, czy nie?

Próba naprawy sytuacji w polskim sądownictwie wciąż napotyka na mur sprzeciwu, choć taki przykład, jak ten powyżej, nie jest niczym nadzwyczajnym.
1. Pewna zrujnowana przez fiskusa pani, której sprawę po raz siedemnasty zwrócono do prokuratury, popełniła samobójstwo.
2. Zgwałconemu zbiorowo bezdomnemu chłopakowi przyznano jako odszkodowanie... dziesięć tysięcy
3. Za kradzież kilku słodyczy wsadzono do więzienia człowieka chorego psychicznie i na dodatek postawiono przed sądem dyrektora więzienia, który za niego zapłacił, by chory mężczyzna nie musiał siedzieć z kryminalistami
4. Weterynarzowi, który bezinteresownie leczył zranione lub chore bezpańskie i dzikie zwierzęta, postawiono ciężkie zarzuty, mogące zaowocować nawet odebraniem prawa wykonywania zawodu
5. Niejaki Jan P., który uderzył złodzieja w obronie własnej, musiał z własnej kieszeni pokryć koszty sądowe
6. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym pewien bandzior dostał... siedem lat.
7. Za narażenie życia ludzi podczas polowania na czyimś prywatnym terenie sąd orzekł... umorzenie sprawy, bo przecież nikomu nic się nie stało
8. Za podpalenie domu, sprzedanego razem z lokatorami (mającymi zagwarantowane dożywocie), właściciel został uniewinniony, bo zniszczył tylko swoją własność. Że jednocześnie zniszczył wszystko, co posiadali lokatorzy i naraził ich życie, w opinii sądu nie miało znaczenia

I tak dalej. Notorycznie zaniżane są wyroki za gwałt, pobicie czy zabójstwo. Sentencje sądowe w sprawie przestępstw ludzi "na świeczniku" (smaczki typu "pomroczność jasna" itp) są po prostu śmieszne. Sądy w skandaliczny sposób lekceważą też przypadki znęcania się nad zwierzętami, orzekając co najwyżej karę w wymiarze symbolicznym. Bywa, że odebrane przez inspektora którejś fundacji zwierzę każą zwrócić maltretującemu je właścicielowi. Natomiast z całą surowością polska Temida karze osoby biedne i nic nie znaczące, za którymi nikt się nie ujmie.

Nie jestem fanką Piekary. Przeciwnie, szczerze go nie lubię. Jednak to, co mu zrobiono, budzi moja wściekłość. Orzeczenie wydawane zaocznie jest w ogóle zaprzeczeniem pojęcia prawa i dziwi mnie, że coś takiego w Polsce funkcjonuje. A podlizywanie się znanej celebrytce przez "przyklepywanie" żądanej przez nią astronomicznej kwoty za kilka słów niestety jest jawną oznaką patologii "nadzwyczajnej kasty". Owszem, pisarz przekroczył granice dobrego smaku, jednak sama Wellman też to robiła, i to wielokrotnie. Ostatnio na przykład zapowiadając w wywiadzie dla Wirtualnej polski, że PiS "zostanie wysadzony w powietrze" Po pierwsze, może sobie pomarzyć. Po drugie, teraz powinna zostać aresztowana przez CBS i przesłuchania na okoliczność powiązań z... z kimkolwiek. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Fidelowi. Moze by trochę spokorniała, co bardzo by się jej przydało.

W razie pociągnięcia mnie przed sąd publicznie oznajmiam, że moje dane adresowe znajdują się w posiadaniu szpitala w Dziekanowie Leśnym oraz firmy Solid Security. Proszę więc nie tłumaczyć się, że nie można było mnie znaleźć.

niedziela, 2 marca 2014

Dobra rada dla userów

Lubię to forum. Mniejsza o nazwę. Tak, nawet bardzo lubię, cenię, wiele mu zawdzięczam i dlatego je opuściłam. Nie wiem nawet, czy rzeczywiście jestem takim złym duchem co je niszczy od początku - jak twierdzi moderator - czy też jedynie coś mu się roi w biednej łepetynie. Może ma rację i jestem dziesięcioma najbardziej nielubianymi osobami w ekipie, a nawet w fandomie - a może jedynie on chce, żeby tak było. Beze mnie jednak jest tam lepiej, choć to nie znaczy, że spokojniej, bo pyskówki wybuchają nadal. Ostatecznie jednak można to zwalić na mój zły wpływ, który jeszcze nie ustał. Gorzej, że aktywnych userów jest pięciu na krzyż i gdyby nie moderator, który dwoi się i troi, hulałby tam wicher. Może jednak wrócą starzy, dojdą nowi... To fajne forum i szkoda by zamarło.
Wszystkim jednak, co zechcą założyć na nim konto, daję dobrą radę słowami Jana Pietrzaka. Piosenka tak stara i mało znana, że nie ma nawet jej tekstu w internecie, choć jest klip. Znaczy, dotąd tekstu nie było, bo teraz już jest. Satyryk śpiewał ją dla obywateli PRLu co prawda, ale myślę, że zgodziłby się ze mną: userom omawianego forum też się ona przyda. Niech wezmą ją sobie do serc głęboko.

Poziewałbyś czasem
to śpiewał byś basem
Nastroje mijają i stroje...
Po świecie byś brykał
to leżałbyś bykiem
bo babka wciąż wróży na dwoje.

Spokojnie, chłopie
Bądź dobrej myśli, jadaj szpinak
Spokojnie chłopie
Prościutko idzie dym z komina
Pogoda będzie, pójdziesz w plener
Spacer ma świetny wpływ na cerę
Sprawdzisz, czy wschodzi ozimina.
Tylko spokojnie
Nie daj zwariować się tym panom
Tylko spokojnie
Porcję herkulo zjedz co rano
Zrób przy goleniu parę min
do tamtej twarzy vis-a-vis
Pocałuj w ucho ukochaną.

Rewolty i pakty
Przymierza, konszachty
Gorące i zimne wciąż wojny
Przewroty, zamachy
Tam burze, tam strachy
Dzień każdy w zdarzenia jest hojny.

Spokojnie, chłopie
Bądź dobrej myśli, czytaj "Przekrój"
Spokojnie, chłopie
Najlepiej wróć do szkolnych lektur
Szczególnie Amicisa "Serce"
i pani Konopnickiej wiersze
Za parę dni będą efekty.
Tylko spokojnie
Wyłączaj radio przy dziennikach
Tylko spokojnie
Masonow staraj się unikać
Akceptuj z góry, głosuj "Za"
Z dołu bierz forsę, gdzie się da
I w razie czego - szybko znikaj.


Jeżeli, rzecz prosta
warunkom tym sprostasz
to zajdziesz daleko, bo możesz
A wtedy siedź w kącie
Nie wtrącaj się, ojciec!
A nuż chlapniesz coś, nie daj Boże...

Spokojnie, chłopie
Nie podnoś głosu, nie czyń wrzawy
Spokonie, chłopie
Zachowaj sobie cenne rady
Pal tanie "Sporty", w rękaw kichaj
Najlepiej w ogóle nie oddychaj
Wszyscy się zgodzą żeś bez wady.
Tylko spokojnie
Niech z posad rusza, kto potrafi
Tylko spokojnie
Niech inni ida na wiatraki!
Ale pamiętaj - przyjdzie dzień
dorosły syn zapyta cię:
"A życie? Życie żeś przegapił."



wtorek, 8 października 2013

...zza krzaka

Czytelnictwo w Polsce już dawno leży. Podobno 60% Polaków nie przeczytało w tym roku jeszcze ani jednej książki - jeśli to prawda, no to groza. Cóż zatem pozostaje ludziom którzy pragną zostać pisarzami i podarować społeczeństwu perły swego umysłu tudzież duszy? Bardzo niewielu z nich przebije się do poważnych wydawnictw, reszta na którymś etapie drogi utknie z ręką w nocniku po łokieć. Cóż, nie każdy - nawet gdy umie zgrabnie składać słowa - ma zadatki na geniusza literatury. Czasem zaś po prostu ma pecha i jego twórczości nikt nie przeczyta tylko, żeby oszczędzić sobie trudu, od razu wyrzuci. Tak też bywa, i to jak jeszcze! No więc co dalej? Jeśli ktoś jest bardzo uparty, posiada kilka tysięcy na zbyciu i ma do tego naturę samobójcy, pozostają mu tytułowe "krzaki".

Cóż to jest "krzak"? Jest to tak zwane "wydawnictwo ze współfinansowaniem", które w istocie swojej jest pośrednikiem między autorem, drukarnią i najczęciej podrzędnym dystrybutorem. Jeśli książka jest bardzo dobra lub też po prostu wyjątkowo "chwytliwa", takiemu samobójcy zwróci się wydatek i jeszcze trochę zarobi. Jeśli dzieło jest takie sobie albo dobre lecz niekomercyjne - traci się i pieniądze, i wiarę w siebie. Autorzy którzy wydali jedną lub drugą powieść w którymś z normalnych wydawnictw, odradzają taką drogę. W gruncie rzeczy mają rację, choć forma w jakiej to robią, bywa wyjątkowo niemiła. Skupmy się jednak na meritum sprawy - czy warto? W jakiejkolwiek szerszej mierze, nie warto, jednak najczęściej alternatywą pozostaje jedynie szuflada lub męczenie wielkich wydawnictw całymi latami z nadzieją, że coś to w końcu da. Tyle że może nie dać, a w dodatku zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś napisze i wyda książkę bardzo podobną do naszej - przez przypadek lub zwykłą kradziez pomysłu, co się zdarza. Wtedy możemy naszą powieść od razu wyrzucić do kosza.

Rzeczywiście jedynym ratunkiem bywa skorzystanie z usługi "krzaka". Jednak gdy już się na to decydujemy, musimy mieć świadomość, że:
a) trzeba być baaaardzo czujnym, bo w takich wydawnictwach korekta, skład i oprawa graficzna zwykle szwankuje i trzeba bezustannie patrzeć "fachowcom" na ręce
b) umowę przed podpisaniem należy niezwykle uważnie przeczytać, w razie wątpliwości negocjować
c) gdy wydawnictwo odmawia negocjacji, zwrócić się do innego
d) wszelkie obietnice składane przed wpłaceniem pierwszej raty trzeba traktować z przymrużeniem oka
e) najlepiej nie mieć za wiele nadziei na sukces
f) za to trzeba wpisać w rubryce "straty" również fakt, że prawdopodobnie nikt z poważnego wydawnictwa już nie będzie chciał z nami gadać... ale ponieważ i tak nie chciał, więc strata nie jest taka znów duża.

Punkt "f" uświadomiono mi dopiero na tegorocznym Polconie i po przejściu pierwszej urazy oraz pierwszego focha muszę przyznać, że ludzie, którzy mi tę kwestię tłumaczyli, mieli dużo racji. Podobnie jak poważny naukowiec, publikujący swą pracę w czasopiśmie "Czwarty wymiar" traci swą wiarygodność, tak i pisarz, który sam decyduje o tym czy jego dzieło nadaje się do publikacji czy nie - wygląda po prostu mało poważnie. To trochę jak z oceną mamusi - wiadomo, że jej dzieciątko jest najsłodsze i najpiękniejsze, a gdy ktoś mówi, że pociecha ma nos jak kartofel lub krzywe nogi, od razu staje się wrogiem numer jeden. Nie chcę tu sprawiać wrażenia, jakobym zgadzała się ze zdaniem pana Pawła Pollaka (który sam zasługuje na osobne studium psychologiczne), że autorzy korzystający z "krzaków" nie zasługują na miano "pisarza". Pisarzami są, czy to się komu podoba czy nie, a wartość ich dzieł i tak zweryfikują w końcu sami czytelnicy. Powinni oni jednak mieć świadomość tego, w co się pakują i nie narzekać zanadto, gdy po miesiącu od wydania jeszcze ludzie nie noszą ich na rękach. Popularności większej niż w gronie znajomych z FB mogą się w ogóle nie doczekać, choć oczywiście nie jest prawdą, że skorzystanie z usług "krzaka" przekreśla ich jako literatów.

Taka droga na skróty ma swoje mankamenty, być może nawet duże, jednak pozwala "zaistnieć", na dobre lub na złe. Trzeba tylko roztropnie wybrać wydawnictwo. A to bywa niełatwe, bo zazwyczaj nie wiadomo, które z nich ma zamiar choć częściowo dotrzymać obietnic zawartych w forreklamie, a które tylko ordynarnie poluje na kolejnego jelenia. Ja do tej pory skorzystałam z usług trzech, z których tylko jedno okazało się rzeczywiście uczciwe i w pełni wiarygodne - namiarami służę na żądanie. Na dwóch pozostałych przejechałam się zdrowo i właściwie doświadczenia z nimi powinny mnie skłonić do "zwinięcia chorągiewki", jestem jednak osobą nad wyraz upartą. Dziwić się należy, że jeszcze nie wyrosły mi długie, kosmate uszy. Pasowałyby jak ulał do mej głupiej gęby.

Sam upór by mi nie wystarczył, pomogli wszakże czytelnicy, którym moja pisanina przypadła jakoś do gustu. Niektórzy, widocznie masochiści, posunęli się nawet do tego że dalszych tomów ode mnie żądają! Ponieważ żaden pisarz nie powinien lekceważyć czytelników, trza więc brnąć dalej. A jak? A wydając w kolejnym "krzaku". Nie pozostało mi zresztą nic innego, skoro żadne poważne wydawnictwo nie jest mną zainteresowane i raczej już nie będzie.
Pocieszam się myślą, że nie tylko orzeł może dolecieć na Parnas, jaszczurka też potrafi się tam wczołgać.

sobota, 17 sierpnia 2013

Zapraszamy na Polcon

PolCon 2013 już za pasem. W tym roku odbędzie się on w dniach 29.VIII-01.IX, na kaqmpusie Politechniki Warszawskiej. Na stronie głównej imprezy można znaleźć listę atrakcji, ale na dokładną rozpiskę terminów trzeba jeszcze kilka dni poczekać. Jednym z bloków programowych będzie TrekSfera 2013, a program w tym roku jest bardzo, bardzo ciekawy. Zapraszamy wszystkich sympatyków Treka i osoby nieprzekonane - kto wie, może się przekonają?

wtorek, 18 czerwca 2013

Na biednego szaraka państwo zawsze ma haka

Upośledzony chłopak zamknięty za kradzież roweru

Polski wymiar sprawiedliwości to bagno, o którym wszyscy wiedzą. mimo to jest ono nie do ruszenia. Wypuszcza się Otylię Jędrzejczak, choć spowodowała śmierć własnego brata przez brawurę. Maciej Zientarski, który ma na sumieniu śmierć kolegi, chodzi wolno i powoduje dalsze wypadki. Kierowca mercedesa, który zabił na pasach jedną osobę, a ciężko ranił dwie pozostałe, dostaje odszkodowanie za niesłuszny areszt. A jednocześnie biegli orzekają, że upośledzony umysłowo młody mężczyzna, który nie umie odróżnić "moje" od "twoje", jest dość zdrowy by odpowiedzieć za idiotyczne przestępstwo - kradzież roweru, który zresztą oddał. On nawet nie rozumie, co znaczy słowo "kradzież", ale nie ma za sobą ustosunkowanych przyjaciół, więc może siedzieć. Urzędnicy państwowi marnotrawią i sprzeniewierzają miliardy, pozostając bezkarni. Jednocześnie komornik zabiera prawie niewidomej kobiecie aparat do czytania, bo jest winna kilka tysięcy. I tak jest u nas ze wszystkim. Jestem bardzo ciekawa, kiedy wreszcie ludzie się obudzą. Pewnie wtedy, gdy trafi na nich.
- Tu nie ma żadnej sprawiedliwości, tu jest sąd! - ryknął kiedyś zdenerwowany sędzia na oskarżonego, który uparcie zwracał się do niego per "Wysoka Sprawiedliwości". Święte słowa. Gdziekolwiek szukamy sprawiedliwości, w polskim sądzie na pewno jej nie znajdziemy.