niedziela, 10 marca 2013

Wielka Korea i małe USA

Wiem, ze politycy całego świata to ludzie raczej mało zrozumiali. Jednak zachowanie młodego Kima przebija obecnie granice absurdu. Grożenie Stanom Zjednoczonym atomówką to proszenie się o kłopoty... albo totalne ośmieszenie, bo USA ma dobry system ochrony (oni nikogo nie muszą prosić o tarczę), a uzbrojenie takie, że proszę siadać. Atak atomowy na ten kraj byłby wyrokiem śmierci dla całej Korei. Niemożliwe, by ten typek tego nie wiedział. Czemu więc robi z siebie durnia pozwalając, by śmiał się z niego cały świat?

To proste. Bo w samej Korei nikt się nie śmieje. Tylko by spróbował! Tam nawet samobójca, któremu na życiu nie zależy, dwa razy się zastanowi, zanim narazi całą swą rodzinę na obóz pracy przymusowej. Biorąc pod uwagę to, że Koreańczycy od tysiącleci są niewolnikami trudno oczekiwać, by wreszcie wzięli jakąkolwiek broń i za wszelką cenę zmiażdżyli bandę, która się nad nimi pastwi. Uległość wobec władzy mają w genach. Ta władza uważa jednak, ze powinna być nie tylko uważana za boga, ale i kochana oraz podziwiana. stąd te wygłupy na arenie międzynarodowej. Jednak dobry klown zawsze powinien wiedzieć, kiedy przestać. Mam nadzieję, ze i Kim wie.

Barack Obama jest człowiekiem dość łagodnym i liberalnym. W tym cała nadzieja. Nie żal mi polityków północnokoreańskich, wszyscy i tak powinni wisieć, ale żal mi biedaków, którzy musieliby zapłacić rachunek za ich wariackie decyzje. I tak żyje się im bardzo ciężko, ale przecież chcą żyć. Wolałabym, żeby nie ginęli w nuklearnym wybuchu, jak mieszkańcy Hiroshimy czy Nagasaki. Irytuje mnie co prawda ich bierność wobec reżimu, ale nie mam prawa ich pouczać, jak mają żyć. Niech sobie żyją, jak chcą. Tyle że najnowszy satrapa może im to uniemożliwić.

Ciężko z takimi. Nadają się na leczenie psychiatryczne, nie do rządzenia, ale siłą obalić ustrój - jako najeźdźca z zewnątrz - to rzecz trudna i moralnie wątpliwa, a samym Koreańczykom chyba jednak na tym nie zależy. Oni kochają swego Kima i podziwiają jego odwagę. jak pięknie grozi obrzydłym "miguk" (obelżywa nazwa Amerykanina w koreańskim), a oni trzęsą się ze strachu. Skoro w to wierzą, uwierzyliby w Latającego Potwora Spaghetti, ale niech im będzie. Nie chcę, by ginęli tylko dlatego, że ktoś się zdenerwował.

Jeśli jednak atak nastąpi - w co wątpię - trudno będzie mieć za złe, gdy USA odpowie tym samym. A wtedy... miej nas Boże w opiece.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz