środa, 8 sierpnia 2012

Star Trek 2009 - efektowny nagrobek pewnej idei

Nie ja jestem autorką słów, które zaraz przytoczę, ale...
Star Trek 2009 w reżyserii JJ Abramsa przypomina... nocne naczynie. Dźwięczne to, błyskotliwe, ale po użyciu lepiej schować pod łóżko i nie wiedzieć, co jest w środku.

Nim JJ Abrams zabrał się za reanimowanie Star Treka, mógłby użyć tzw. głowopukawki, opisanej przez mistrza Gałczyńskiego. Zaś wynajęci przez niego scenarzyści, Orci i Kurtzman, powinni złamać pióro lub przynajmniej obie ręce, nim zaczęli paskudzić dzieło Roddenberry'ego.

Czyżby film mi się nie podobał? Zależy, jak na to patrzeć. Bawiłam się na nim świetnie, ale nie do tego stopnia, by nie rzuciły mi się w oczy rzeczy oczywiste, takie jak:
- całkowite wypaczenie idei, dotąd identyfikowanych ze Star Trekiem
- zrobienie z głównych bohaterów karykatur (chamska i rozwydrzona Uhura, Kirk - menel spod budki z piwem, kompletnie zniewieściały Spock myślący rozporkiem itd.)
- scenariusz zupełnie nie trzymający się kupy, gorszy niż jakikolwiek scenariusz w historii Treka (najgorsze odcinki seriali są przy nim dziełem sztuki)

Znacznie zresztą lepiej niż ja ujął braki scenariusza kolega o nicku Picard z forum USS Phoenix. Napisał tak:
Tylko kilka dziur w scenariuszu jakie z miejsca przychodzą mi do głowy:
- motywacja Nero - Spock chciał mu pomóc więc ten się na nim mści, czemu?
- Nero atakuje USS Kelvin a później znika na 25 lat.
- Wolkanie zaatakowani przez Nero wysyłają do Floty wiadomość o tym, że ich planeta cierpi z powodu... wstrząsów sejsmicznych! Tak nie zauważali wielkiego statku, który wierci dziurę w ich planecie...
- na ratunek Wolkanowi zostaje wysłana flota, której załoga składa się prawie wyłącznie z kadetów.
- na misję ratowania Wolkana bierze się człowieka, który jest potencjalnie nosicielem groźnej choroby zakaźnej mimo, że główny ośrodek medyczny Floty znajduje się na Ziemi.
- żeby odpalić czarną dziurę zdolną połknąć Wolkan, Nero musi w nim wywiercić dziurę. Jedno wielkie WTF???
- na misję powstrzymania Nero wysyła się... świeżo mianowanego pierwszego oficera i głównego pilota, bo nie są to wcale osoby potrzebne na statku w chwili kryzysu!
- co więcej przeciw bardziej zaawansowanym technologicznie Romulanom wysyła się... faceta uzbrojonego w miecz i Jamesa T. Jerka, któremu do tej pory każdy kuł twarz. Co śmieszniejsze Romulanie też mają miecze i zamiast zastrzelić Sulu bawią się z nim w szermierkę w stratosferze. Kolejne wielkie WTF???
- oczywiście tylko jedna osoba z całej drużyny wypadowej miała materiały wybuchowe...
- oddychanie w stratosferze bez kasków to nie problem! o tym, że w XXIII wieku wciąż używa się spadochronów nie wspomnę.
- kiedy twoją planetę od wewnątrz trawi czarna dziura najlepiej jest... schować się do jaskini! Mądrzy byli ci Wolkanie nie ma co.
- kiedy ktoś podniesie bunt na statku nie zamyka się go w brygu czy w kajucie, tylko wyrzuca za burtę. Tego jeszcze w żadnym Treku nie grali.
- na planecie gdzie zostałeś wygnany, w odległości małego spacerku cudownym zbiegiem okoliczności znajdują się dwie kluczowe dla przebiegu fabuły postaci. To równie prawdopodobne jak trafienie szóstki w toto lottka... dwa razy z rzędu.
- Spock powiedział, że w przyszłości chciał za pomocą czerwonej materii zassać słońce Romulusa, które miało przemienić się w supernowe. fajnie, tylko, że wówczas... Romulus zginął by z braku światła i ciepła. I ta gwiazda miała rzekomo wysadzić całą galaktykę.
- jedna z owych postaci zna magiczną formułę by przenieść ludzi ze stacjonarnego obiektu na statek oddalony o całe lata świetlne, pędzący w warp. Takich głupot nie było od czasu VOY Threshold
- kiedy wierci się dziurę na Ziemi najlepiej zrobić to wysyłając promień świetlny... prosto w zatokę San Francisco, bo woda w wierceniu przecież nie przeszkadza i nie zaleje powstałej dziury, no nie?
- Naradę budowały chyba małpy - by przedostać się z jednej części okrętu do drugiej trzeba skakać nad przepaścią
- atakowanie przeciwnika X-razy silniejszego od siebie bez żadnego planu. Dobry pomysł kapitanie Jerk! Dobrze, że Chekov uratował ci skórę, głupi narwańcu, wymyślając plan za ciebie...
- Jerk każe ostrzelać statek Romulan. Pomińmy na razie moralną stronę tego zagadnienia i skupmy się na logice jego postępowania. Ostrzeliwuje się statek, który i tak skazany jest na zagładę samemu ryzykując, że da się wciągnąć przez czarną dziurę. Tak, koleś podejmujący takie decyzje na pewno nadaje się na kapitana...
- ...którym zostaje. Facet z zerowym doświadczeniem, z historią niesubordynacji i ze zbrodnią wojenną na sumieniu z miejsca przeskakuje wszelkie szczeble kariery i zostaje kapitanem nowiutkiego, flagowego okrętu federacji. Debilizm w czystej postaci.

Trudno odmówić Picardowi (w cywilu noszącemu wdzięczne imię Marcin) racji. Tak głupiego scenariusza szukać ze świecą. Do tego realizacja, pełna abramszczyzna - kamera trzęsie się jak barani ogon, co chwila walą po oczach jaskrawe światła.... można dostać kołowacizny. Jako każdy inny film można by to jakoś przełknąć. Jako Trek jest do niczego.

Kapitan Kirk - u GR kobieciarz i kowboj, ale o szlachetnym sercu i wbrew pozorom zdyscyplinowany. U Abrmsa zepsuty smarkacz, którego poznajemy jako agresywnego kretyna, potem śledzimy w wielkiej rozróbie, po której zostaje mianowany kapitanem... i nadal pozostaje tym samym agresywnym kretynem. Nie nauczył się niczego, bo po co?

Uhura - u GR nie tylko oficer łączności, ale prawdziwa dama, delikatna i pełna wdzięku, choć w potrzebie umie obronić się przed facetem dwa razy większym niż ona. U Abramsa wulgarna cizia, nie szanująca nikogo ani niczego. Jej największym dowcipem jest pomówienie Kirka o seks ze zwierzętami gospodarskimi, drugim w kolejności - wykorzystanie zażyłości z wykładowcą do uzyskania konkretnej korzyści.

Spock - u GR mimo kilograma tapety na twarzy (wymóg ówczesnej techniki zdjęć)prawdziwy mężczyzna, łagodny, logiczny i mimo wolkańskiej sztywności czuły. U Abramsa zwykła łachudra o wyglądzie geja z Parady Równości, chwiejny, rządzony przez chwilowe emocje i mający wyraźnie sadystyczne zapędy. Jako wykładowca romansuje ze studentką. Na jedno słowo Uhury zmienia jej przydział, krzywdząc kogoś, kto może zasługiwał na jej stanowisko bardziej niż ona, a Kirka porzuca na zamarzniętej planecie, zamieszkanej przez niebezpieczne bestie.

Wolkanie - u GR rasa logiczna, wysoce inteligentna, etyczna i opanowana. U Abramsa banda kretynów, którzy nie widzą tego, co mają przed nosem i nie potrafią podjąć adekwatnej decyzji w kluczowych sprawach.

Można jeszcze wymieniać, ale po co? Jak zwykle przekonam przekonanych, a przeciwników znudzę. zresztą co kto lubi. Teraz jest moda na formułę typu "pierwszy lepszy przeciętniak z ulicy okazuje się zwycięzcą, pokonując tych, co zęby zjedli na danym temacie". W konkursach tańca wygrywa łamaga, w konkursie śpiewu ktoś, kto wyśpiewuje parampampam. Takie czasy. Nie dziwię się więc, że gniot Abramsa odniósł większy sukces niż jakikolwiek inny kinowy Trek.

Bo zapomniałam - ma niezaprzeczalną zaletę. Nie trzeba przy nim myśleć, a nawet jest to surowo zakazane.

5 komentarzy:

  1. Jaki piękny artykuł - tym piękniejszy, że opatrzony moimi uwagami z forum Phoenixa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Użytkownicy tego forum potrafią do tematu podejść bardzo inteligentnie, więc nie mogłam się oprzeć :)
    Dziękuję w swoim i ich imieniu

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze jedna rzecz Eviva... Zauważyłem, że jesteś bardzo cięta na nowy film Abramsa, ,,$tar Trek: W ciemność" czy coś takiego. Widzisz... nie warto nerwów tracić. Ja się do kina nie wybieram, nie obejrzę też nawet pirackiej wersji, dla mnie ten film nie istnieje. Lepiej się przejść do parku - ostatnio się ciepło zrobiło, ptaszki śpiewają, wszystko się zieleni - niż użerać się z apologetami Abramsa. Tak więc to moja rada: proponuje byś olała to moja droga, udawaj, że ten film nie istnieje i nie wdawaj się w dyskusje z fanami Jar Jara bo ich i tak nie przekonasz, a sama nerwy przy tym stracisz.

    Żyj długo i pożytecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się że nie tylko ja mam podobne zdanie na temat "dzieła" JJ Abramsa. Niedorzeczności w tym filmie akurat nie brak więcej, ale co by nie napisać, nie da się cofnąć szkód. Jestm fanem treka, od dawna, oczekiwałem tego filmu jak kania dżdżu, niestety, próżne moje nadzieje na obejrzenie czegoś sensownego, i związanego z universum treka. Łudze się jednak nadzieją, że kiedyś powstanie Star Trek, którego nie będzie się brzydzić obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest mieć nadzieję Niestety cała sztuka filmowa ostatnio zjeżdża po równi pochyłej do piwnicy i nic nie wskazuje na to, by ten trend miał ulec zmianie.

      Usuń