środa, 1 sierpnia 2012

Netowy wampir

Alę poznałam przez internet. Nie powinno to nikogo dziwić, bo w dzisiejszych czasach wiele osób tak się poznaje. Byłyśmy użytkowniczkami jednego, nie istniejącego już forum - dlaczego zaistniało i dlaczego padło, to temat na osobne opowiadanie. W pewnym momencie Ala zaczęła pisać do mnie prywatnie. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, choć dziwiłam się bardzo, czemu dziewczynka kilkunastoletnia chce korespondować z taką starą babą jak ja. No ale cóż, pomyślałam, że pewnie nie ma się komu wygadać. Gdy przeszłyśmy na GG, okazało się, że faktycznie jest to samotny dzieciak, bo nie dogaduje się ani z rodziną, ani z kolegami. Tak przynajmniej twierdziła...

Powoli narastał problem. Ala czatowała na mnie, żądała poświęcania jej całej dostępnej uwagi, a gdy nie chciałam tego robić, wymyślała na swój temat niestworzone rzeczy. Miały one zobrazować, jaka jest nieszczęśliwa, prześladowana, chora i w ogóle siła złego na jednego. Reagowała przy tym histerycznie na każdą krytykę z mojej strony. Po jakimś czasie zaczął do mnie pisywać jej chłopak...

Prawdę mówiąc, podejrzeń nabrałam gdy do gry włączyła się matka chłopaka, ale pewność zyskałam, gdy dołączył "kolega z klasy". Nie trzeba było być wielkim detektywem, by odkryć, że wszystkie wiadomości pisała jedna i ta sama osoba. Dokładnie ten sam styl wypowiedzi, ten sam system używania skrótów i emotikonek. O ile można to zaakceptować od biedy u nastolatków, o tyle nie było prawdopodobne, by tak samo wyrażała swe myśli matka jednego z nich. Gdy dałam Ali do zrozumienia, że co za dużo, to i świnie nie chcą, zaczęła wymyślać sobie choroby. Cierpiała na epilepsję, urojenia, trzy razy pod samochód wpadła, potem koleżanki z klasy groziły jej śmiercią, kolega próbował zgwałcić, brakowało tylko porwania przez talibów, czarnej ospy i wąglika. Kiedy zaś zaczęła pisać, że wskutek kolejnego wypadku ma krwiaka mózgu i lekarze twierdzą, że może nie przezyć operacji, straciłam cierpliwość. Napisałam jej jasno, że gdyby miała tak groźny krwiak, to nie pisałaby do mnie bzdur, tylko leżała pod respiratorem, a ponadto żaden lekarz nie powiedziałby nastolatce, że może nie przeżyć operacji. Ala obraziła się, usunęła mnie ze znajomych na FB i stwierdziła, że więcej nie będzie się ze mną kontaktować, bo "straciła do mnie zaufanie". Ona do mnie! To się nazywa odwracać kota ogonem!

Ostatecznie nie powinnam się na nią gniewać. To jeszcze dziecko, a dzieci mają różne pomysły. Mimo wszystko jest mi przykro, bo poświęciłam jej wiele czasu i uwagi, a ona w pewnym momencie potraktowała mnie jak swego wroga. Może powinnam ciągnąć dłużej tę farsę, jednak już nie mogłam. Ta dziewczyna to istny wampir energetyczny. Po każdej rozmowie z nią byłam zmęczona i zniechęcona do życia, że trudno bardziej. Już nie mogłam. Ja też mam jakieś prawa.

Przynajmniej tak mi się wydaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz