środa, 11 lipca 2012

Rodzicielstwo na różowo

Uczestniczyłam ostatnio w wesołej dyskusji na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Cóż, w tej sprawie (i tylko w tej) niedobra Przyroda faworyzuje kobiety, gdyż nawet zdeklarowana lesbijka może się przemóc, pójść do łóżka z facetem i zajść w ciążę. Facet niestety nie może (mimo ponawianych prób). A chęć posiadania dzieci bywa przemożna. Czemu? Bóg raczy wiedzieć.

Nie mam nic przeciw gejom. Ludzie jak ludzie. To, czy powinni wychowywać dzieci, zależy od ich konstrukcji psychicznej, nie od orientacji. Jednak moim skromnym zdaniem powinno to dotyczyć wyłącznie dzieci spokrewnionych z nimi. Lesbijka czy nie, jest matką. Gej czy nie, jest ojcem. Powinni mieć prawo wychowywania potomstwa. Nie przeginajmy pały - jakkolwiek aluzyjnie by to nie zabrzmiało. Poprawność polityczna i tak sięga już granic absurdu, w Szwecji oficjalnie mówi się nie "mama" i "tata" tylko Rodzic A i Rodzic B, za byle słówko można do sądu trafić... Nie róbmy z homoseksualistów kolejnej grupy społecznych świętych krów!

Jeśli chodzi o adopcję, podstawą powinno być dobro dziecka. Rodzina homoseksualna jest lepsza niż sierociniec, ale nie stanowi rozwiązania. Co prawda "pedalstwo" zaraźliwe nie jest, ale skrzywienie psychiczne może być innego rodzaju i narobić szkód. Warto wziąć to pod uwagę, a nie bać się, że się gejowskie lobby obrazi i da po łbie torebką.

To niepopularne, co mówię, wiem. Jednak te sprawy są bardzo trudne i warto je rozpatrywać ze wszystkich stron, nie tylko z jednej - rzekomo pokrzywdzonego geja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz