sobota, 12 maja 2012

Europoselska chucpa

Czy istnieją jakiekolwiek granice tak zwanej "chucpy"? Nie, to nie błąd ortograficzny, prawidłowo to słowo pisze się przez "ch", nie przez samo "h". Tak przynajmniej twierdzi Robert Stiller, który określił chucpę jako zachowanie człowieka, który po zamordowaniu swych rodziców prosi sąd o wyrozumiałość, bo jest sierotą.

Jak być "chucpiarzem", wie wiele osób, jednak mało kto osiągnął w tym takie mistrzostwo jak męska część rodziny Wałęsów (o żeńskiej niewiele mi wiadomo). Senior rodu, któremu awans społeczny przewrócił w głowie nieomal do klasycznego obłędu zwanego mania grandiosa, nauczył swych synów, ze wszystko im wolno, a przedstawiciele narodu mają się na to potulnie zgadzać. Używając swych wpływów nie dopuści, by jednego z jego synów ukarano za okaleczenie kobiety, którą potrącił na pasach, a drugiego za prowadzenie w stanie wskazującym na spożycie i znieważenie policjantki na służbie. Był to, zdaje się, Przemysław. Obecnie chlubną tradycję rodzinną kontynuuje Jarosław Wałęsa, europoseł.

Nie dość mu, że sam spowodował wypadek. Nie dość, że Bóg się nad nim zlitował, bo nie jest rośliną czy nieuleczalnym kaleką. Mało mu, że wbrew logice i wbrew Prawu Pracy przez cały okres leczenia dostaje swą gigantyczną pensję za nic. Teraz jeszcze pozwał do sądu człowieka, na którego wpadł. Szczęśliwie jechał motorem, który w starciu z toyotą ma małe szanse, bo gdyby było inaczej, mógłby gościa zabić. Oczywiście nie poczuwałby się wtedy - sądząc z dzisiejszego zachowania - do żadnej winy.

Postępowanie naszego europosła to jest chucpa najczystszej, niczym niepokalanej wody. To jakby złodziej po włamaniu się do mieszkania oskarżył gospodarza w sądzie o to, że ma on mocne zamki, skutkiem czego włamywacz zwichnął rękę. Nie wykluczam zresztą, ze wygra, w naszym kraju jest to możliwe. Sam Wałęsa nie jest już dzisiaj nco prawda przy władzy, ale europoseł dla naszego wymiaru niesprawiedliwości to jak sam Pan Bóg i jak zezna, tak widać jest, choćby w śroku dnia twierdził, że jest północ. Nie zmieni to jednak faktów, które są takie, że pan J.W. zapryczał swym motorem ile wlezie, mając w nosie przepisy i w ogóle całe prawo. Zapomniał tylko, że immunitete poselski nie dotyczy praw fizyki. Może więc niech poda dom sądu prawa fizyki, że śmiały wejść mu w drogę?

Choć moze lepiej nie podsuwać mu takich pomysłów. Jeszcze skorzysta.

1 komentarz:

  1. Mnie już szkoda słów. Dno, a na dnie ziemia z burakami

    OdpowiedzUsuń