niedziela, 2 marca 2014

Dobra rada dla userów

Lubię to forum. Mniejsza o nazwę. Tak, nawet bardzo lubię, cenię, wiele mu zawdzięczam i dlatego je opuściłam. Nie wiem nawet, czy rzeczywiście jestem takim złym duchem co je niszczy od początku - jak twierdzi moderator - czy też jedynie coś mu się roi w biednej łepetynie. Może ma rację i jestem dziesięcioma najbardziej nielubianymi osobami w ekipie, a nawet w fandomie - a może jedynie on chce, żeby tak było. Beze mnie jednak jest tam lepiej, choć to nie znaczy, że spokojniej, bo pyskówki wybuchają nadal. Ostatecznie jednak można to zwalić na mój zły wpływ, który jeszcze nie ustał. Gorzej, że aktywnych userów jest pięciu na krzyż i gdyby nie moderator, który dwoi się i troi, hulałby tam wicher. Może jednak wrócą starzy, dojdą nowi... To fajne forum i szkoda by zamarło.
Wszystkim jednak, co zechcą założyć na nim konto, daję dobrą radę słowami Jana Pietrzaka. Piosenka tak stara i mało znana, że nie ma nawet jej tekstu w internecie, choć jest klip. Znaczy, dotąd tekstu nie było, bo teraz już jest. Satyryk śpiewał ją dla obywateli PRLu co prawda, ale myślę, że zgodziłby się ze mną: userom omawianego forum też się ona przyda. Niech wezmą ją sobie do serc głęboko.

Poziewałbyś czasem
to śpiewał byś basem
Nastroje mijają i stroje...
Po świecie byś brykał
to leżałbyś bykiem
bo babka wciąż wróży na dwoje.

Spokojnie, chłopie
Bądź dobrej myśli, jadaj szpinak
Spokojnie chłopie
Prościutko idzie dym z komina
Pogoda będzie, pójdziesz w plener
Spacer ma świetny wpływ na cerę
Sprawdzisz, czy wschodzi ozimina.
Tylko spokojnie
Nie daj zwariować się tym panom
Tylko spokojnie
Porcję herkulo zjedz co rano
Zrób przy goleniu parę min
do tamtej twarzy vis-a-vis
Pocałuj w ucho ukochaną.

Rewolty i pakty
Przymierza, konszachty
Gorące i zimne wciąż wojny
Przewroty, zamachy
Tam burze, tam strachy
Dzień każdy w zdarzenia jest hojny.

Spokojnie, chłopie
Bądź dobrej myśli, czytaj "Przekrój"
Spokojnie, chłopie
Najlepiej wróć do szkolnych lektur
Szczególnie Amicisa "Serce"
i pani Konopnickiej wiersze
Za parę dni będą efekty.
Tylko spokojnie
Wyłączaj radio przy dziennikach
Tylko spokojnie
Masonow staraj się unikać
Akceptuj z góry, głosuj "Za"
Z dołu bierz forsę, gdzie się da
I w razie czego - szybko znikaj.


Jeżeli, rzecz prosta
warunkom tym sprostasz
to zajdziesz daleko, bo możesz
A wtedy siedź w kącie
Nie wtrącaj się, ojciec!
A nuż chlapniesz coś, nie daj Boże...

Spokojnie, chłopie
Nie podnoś głosu, nie czyń wrzawy
Spokonie, chłopie
Zachowaj sobie cenne rady
Pal tanie "Sporty", w rękaw kichaj
Najlepiej w ogóle nie oddychaj
Wszyscy się zgodzą żeś bez wady.
Tylko spokojnie
Niech z posad rusza, kto potrafi
Tylko spokojnie
Niech inni ida na wiatraki!
Ale pamiętaj - przyjdzie dzień
dorosły syn zapyta cię:
"A życie? Życie żeś przegapił."



wtorek, 8 października 2013

...zza krzaka

Czytelnictwo w Polsce już dawno leży. Podobno 60% Polaków nie przeczytało w tym roku jeszcze ani jednej książki - jeśli to prawda, no to groza. Cóż zatem pozostaje ludziom którzy pragną zostać pisarzami i podarować społeczeństwu perły swego umysłu tudzież duszy? Bardzo niewielu z nich przebije się do poważnych wydawnictw, reszta na którymś etapie drogi utknie z ręką w nocniku po łokieć. Cóż, nie każdy - nawet gdy umie zgrabnie składać słowa - ma zadatki na geniusza literatury. Czasem zaś po prostu ma pecha i jego twórczości nikt nie przeczyta tylko, żeby oszczędzić sobie trudu, od razu wyrzuci. Tak też bywa, i to jak jeszcze! No więc co dalej? Jeśli ktoś jest bardzo uparty, posiada kilka tysięcy na zbyciu i ma do tego naturę samobójcy, pozostają mu tytułowe "krzaki".

Cóż to jest "krzak"? Jest to tak zwane "wydawnictwo ze współfinansowaniem", które w istocie swojej jest pośrednikiem między autorem, drukarnią i najczęciej podrzędnym dystrybutorem. Jeśli książka jest bardzo dobra lub też po prostu wyjątkowo "chwytliwa", takiemu samobójcy zwróci się wydatek i jeszcze trochę zarobi. Jeśli dzieło jest takie sobie albo dobre lecz niekomercyjne - traci się i pieniądze, i wiarę w siebie. Autorzy którzy wydali jedną lub drugą powieść w którymś z normalnych wydawnictw, odradzają taką drogę. W gruncie rzeczy mają rację, choć forma w jakiej to robią, bywa wyjątkowo niemiła. Skupmy się jednak na meritum sprawy - czy warto? W jakiejkolwiek szerszej mierze, nie warto, jednak najczęściej alternatywą pozostaje jedynie szuflada lub męczenie wielkich wydawnictw całymi latami z nadzieją, że coś to w końcu da. Tyle że może nie dać, a w dodatku zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś napisze i wyda książkę bardzo podobną do naszej - przez przypadek lub zwykłą kradziez pomysłu, co się zdarza. Wtedy możemy naszą powieść od razu wyrzucić do kosza.

Rzeczywiście jedynym ratunkiem bywa skorzystanie z usługi "krzaka". Jednak gdy już się na to decydujemy, musimy mieć świadomość, że:
a) trzeba być baaaardzo czujnym, bo w takich wydawnictwach korekta, skład i oprawa graficzna zwykle szwankuje i trzeba bezustannie patrzeć "fachowcom" na ręce
b) umowę przed podpisaniem należy niezwykle uważnie przeczytać, w razie wątpliwości negocjować
c) gdy wydawnictwo odmawia negocjacji, zwrócić się do innego
d) wszelkie obietnice składane przed wpłaceniem pierwszej raty trzeba traktować z przymrużeniem oka
e) najlepiej nie mieć za wiele nadziei na sukces
f) za to trzeba wpisać w rubryce "straty" również fakt, że prawdopodobnie nikt z poważnego wydawnictwa już nie będzie chciał z nami gadać... ale ponieważ i tak nie chciał, więc strata nie jest taka znów duża.

Punkt "f" uświadomiono mi dopiero na tegorocznym Polconie i po przejściu pierwszej urazy oraz pierwszego focha muszę przyznać, że ludzie, którzy mi tę kwestię tłumaczyli, mieli dużo racji. Podobnie jak poważny naukowiec, publikujący swą pracę w czasopiśmie "Czwarty wymiar" traci swą wiarygodność, tak i pisarz, który sam decyduje o tym czy jego dzieło nadaje się do publikacji czy nie - wygląda po prostu mało poważnie. To trochę jak z oceną mamusi - wiadomo, że jej dzieciątko jest najsłodsze i najpiękniejsze, a gdy ktoś mówi, że pociecha ma nos jak kartofel lub krzywe nogi, od razu staje się wrogiem numer jeden. Nie chcę tu sprawiać wrażenia, jakobym zgadzała się ze zdaniem pana Pawła Pollaka (który sam zasługuje na osobne studium psychologiczne), że autorzy korzystający z "krzaków" nie zasługują na miano "pisarza". Pisarzami są, czy to się komu podoba czy nie, a wartość ich dzieł i tak zweryfikują w końcu sami czytelnicy. Powinni oni jednak mieć świadomość tego, w co się pakują i nie narzekać zanadto, gdy po miesiącu od wydania jeszcze ludzie nie noszą ich na rękach. Popularności większej niż w gronie znajomych z FB mogą się w ogóle nie doczekać, choć oczywiście nie jest prawdą, że skorzystanie z usług "krzaka" przekreśla ich jako literatów.

Taka droga na skróty ma swoje mankamenty, być może nawet duże, jednak pozwala "zaistnieć", na dobre lub na złe. Trzeba tylko roztropnie wybrać wydawnictwo. A to bywa niełatwe, bo zazwyczaj nie wiadomo, które z nich ma zamiar choć częściowo dotrzymać obietnic zawartych w forreklamie, a które tylko ordynarnie poluje na kolejnego jelenia. Ja do tej pory skorzystałam z usług trzech, z których tylko jedno okazało się rzeczywiście uczciwe i w pełni wiarygodne - namiarami służę na żądanie. Na dwóch pozostałych przejechałam się zdrowo i właściwie doświadczenia z nimi powinny mnie skłonić do "zwinięcia chorągiewki", jestem jednak osobą nad wyraz upartą. Dziwić się należy, że jeszcze nie wyrosły mi długie, kosmate uszy. Pasowałyby jak ulał do mej głupiej gęby.

Sam upór by mi nie wystarczył, pomogli wszakże czytelnicy, którym moja pisanina przypadła jakoś do gustu. Niektórzy, widocznie masochiści, posunęli się nawet do tego że dalszych tomów ode mnie żądają! Ponieważ żaden pisarz nie powinien lekceważyć czytelników, trza więc brnąć dalej. A jak? A wydając w kolejnym "krzaku". Nie pozostało mi zresztą nic innego, skoro żadne poważne wydawnictwo nie jest mną zainteresowane i raczej już nie będzie.
Pocieszam się myślą, że nie tylko orzeł może dolecieć na Parnas, jaszczurka też potrafi się tam wczołgać.

sobota, 17 sierpnia 2013

Zapraszamy na Polcon

PolCon 2013 już za pasem. W tym roku odbędzie się on w dniach 29.VIII-01.IX, na kaqmpusie Politechniki Warszawskiej. Na stronie głównej imprezy można znaleźć listę atrakcji, ale na dokładną rozpiskę terminów trzeba jeszcze kilka dni poczekać. Jednym z bloków programowych będzie TrekSfera 2013, a program w tym roku jest bardzo, bardzo ciekawy. Zapraszamy wszystkich sympatyków Treka i osoby nieprzekonane - kto wie, może się przekonają?

wtorek, 18 czerwca 2013

Na biednego szaraka państwo zawsze ma haka

Upośledzony chłopak zamknięty za kradzież roweru

Polski wymiar sprawiedliwości to bagno, o którym wszyscy wiedzą. mimo to jest ono nie do ruszenia. Wypuszcza się Otylię Jędrzejczak, choć spowodowała śmierć własnego brata przez brawurę. Maciej Zientarski, który ma na sumieniu śmierć kolegi, chodzi wolno i powoduje dalsze wypadki. Kierowca mercedesa, który zabił na pasach jedną osobę, a ciężko ranił dwie pozostałe, dostaje odszkodowanie za niesłuszny areszt. A jednocześnie biegli orzekają, że upośledzony umysłowo młody mężczyzna, który nie umie odróżnić "moje" od "twoje", jest dość zdrowy by odpowiedzieć za idiotyczne przestępstwo - kradzież roweru, który zresztą oddał. On nawet nie rozumie, co znaczy słowo "kradzież", ale nie ma za sobą ustosunkowanych przyjaciół, więc może siedzieć. Urzędnicy państwowi marnotrawią i sprzeniewierzają miliardy, pozostając bezkarni. Jednocześnie komornik zabiera prawie niewidomej kobiecie aparat do czytania, bo jest winna kilka tysięcy. I tak jest u nas ze wszystkim. Jestem bardzo ciekawa, kiedy wreszcie ludzie się obudzą. Pewnie wtedy, gdy trafi na nich.
- Tu nie ma żadnej sprawiedliwości, tu jest sąd! - ryknął kiedyś zdenerwowany sędzia na oskarżonego, który uparcie zwracał się do niego per "Wysoka Sprawiedliwości". Święte słowa. Gdziekolwiek szukamy sprawiedliwości, w polskim sądzie na pewno jej nie znajdziemy.

czwartek, 6 czerwca 2013

Najnowszy "Star Trek", czyli...

Najnowszy Star Trek, a raczej dzieło udające bez powodzenia, ze ma coś wspólnego z ideą Gene'a Roddenberryego, mam już za sobą. Wrażenia... z tym będzie nieco trudniej. Pierwsze i najlepiej oddające mój stan duchowy po seansie mogłoby najpełniej określić trzyliterowe słowo. TFU!

Dlaczego jestem tak surowa wobec biednego JJ i jego znamienitego obrazu na miarę XXI'go wieku? Cóż, gdy ktoś oczekuje wybuchów, strzelanin i pościgów, minimum kwadrans takiej akcji na każde dwie minuty tekstu, to jest to film dla niego. Tylko proszę nie nazywać go Trekiem.

Gene Roddenberry ustawił poprzeczkę dość wysoko, choć wielu ludzi tego dziś nie dostrzega. Jego serial mówił o rzeczywistych [problemach społecznych, zwłaszcza o tych, o których mówić nie wolno było, łamał schematy i bazował na naukowych podstawach, proponując nowe rozwiązania techniczne. Zainspirował całe pokolenia naukowców i inżynierów. Kogo i do czego może zainspirować film JJ Abramsa? Chyba do tego, by się schlać i komuś wkopać bez istotnej przyczyny.

Kiedyś Star Trek pokazywał wzorce pozytywne - ludzi, którzy dzięki pracy nad sobą stawali się lepsi, a dzięki ciężkiej pracy w ogóle i uczciwości awansowali w hierarchii służbowej. Ludzi, którzy walczyli o lepszy świat, bardziej przyjazny dla wszystkich. JJ Abram,s pokazuje nam ludzi, którzy jeśli coś osiągają, to protekcją (neoKirk) albo tyłeczkiem (Uhura). Nota bene w pierwszym filmie przebojowa czarnulka dostaje miejsce na Enterprise, bo zna wszystkie dialekty Klingonów. W nowym filmie przyznaje, że mówi ich językiem "ledwie trochę". Czyli Spock, zmieniający jej przydział, postąpił rzeczywiście wyjątkowo nagannie.

I tu przechodzimy do kreacji aktorskich - neoSpock, prywatnie Zachary Quinto.... w życiu nie widziałam bardziej nietrafionej postaci. Fatalnie napisana i jeszcze gorzej zagrana. Oryginalny Spock był jednocześnie człowiekiem i Wolkaninem. Nowy nie sprawdza się w żadnej z tych ról. NeoKirk, czyli Chris Pine - drewniany w scenach wymagających grania emocjami, irytująco infantylny w pozostałych. NeoUhura - takaq sobie, ani zła ani dobra. Gdzie jej do Nichelle Nichols. Sytuacje ratują nieco Karl Urban jako dr McCoy i główny złoczyńca Khan - w tej roli brytyjski aktor Benedict Cumberbatch. Gdyby nie oni, film byłby w ogóle nie do oglądania. O wątpliwej kreacji Alice Eve w roli Carol Marcus litościwie nie wspomnę.

Nie da się ukryć, zawiodłam się na tym filmie strasznie. Wiedziałam, że nie będzie to arcydzieło, ale nie nastawiałam się na strzelankę w typie Transformersów. Na domiar złego film był zwyczajnie... nudny, szczególnie ku końcowi. Chyba jestem już za stara na nowe formy.

Tylko czemu "nowe" to musi oznaczać "głupie i pozbawione jakichkolwiek głębszych wartości"?

niedziela, 10 marca 2013

Wielka Korea i małe USA

Wiem, ze politycy całego świata to ludzie raczej mało zrozumiali. Jednak zachowanie młodego Kima przebija obecnie granice absurdu. Grożenie Stanom Zjednoczonym atomówką to proszenie się o kłopoty... albo totalne ośmieszenie, bo USA ma dobry system ochrony (oni nikogo nie muszą prosić o tarczę), a uzbrojenie takie, że proszę siadać. Atak atomowy na ten kraj byłby wyrokiem śmierci dla całej Korei. Niemożliwe, by ten typek tego nie wiedział. Czemu więc robi z siebie durnia pozwalając, by śmiał się z niego cały świat?

To proste. Bo w samej Korei nikt się nie śmieje. Tylko by spróbował! Tam nawet samobójca, któremu na życiu nie zależy, dwa razy się zastanowi, zanim narazi całą swą rodzinę na obóz pracy przymusowej. Biorąc pod uwagę to, że Koreańczycy od tysiącleci są niewolnikami trudno oczekiwać, by wreszcie wzięli jakąkolwiek broń i za wszelką cenę zmiażdżyli bandę, która się nad nimi pastwi. Uległość wobec władzy mają w genach. Ta władza uważa jednak, ze powinna być nie tylko uważana za boga, ale i kochana oraz podziwiana. stąd te wygłupy na arenie międzynarodowej. Jednak dobry klown zawsze powinien wiedzieć, kiedy przestać. Mam nadzieję, ze i Kim wie.

Barack Obama jest człowiekiem dość łagodnym i liberalnym. W tym cała nadzieja. Nie żal mi polityków północnokoreańskich, wszyscy i tak powinni wisieć, ale żal mi biedaków, którzy musieliby zapłacić rachunek za ich wariackie decyzje. I tak żyje się im bardzo ciężko, ale przecież chcą żyć. Wolałabym, żeby nie ginęli w nuklearnym wybuchu, jak mieszkańcy Hiroshimy czy Nagasaki. Irytuje mnie co prawda ich bierność wobec reżimu, ale nie mam prawa ich pouczać, jak mają żyć. Niech sobie żyją, jak chcą. Tyle że najnowszy satrapa może im to uniemożliwić.

Ciężko z takimi. Nadają się na leczenie psychiatryczne, nie do rządzenia, ale siłą obalić ustrój - jako najeźdźca z zewnątrz - to rzecz trudna i moralnie wątpliwa, a samym Koreańczykom chyba jednak na tym nie zależy. Oni kochają swego Kima i podziwiają jego odwagę. jak pięknie grozi obrzydłym "miguk" (obelżywa nazwa Amerykanina w koreańskim), a oni trzęsą się ze strachu. Skoro w to wierzą, uwierzyliby w Latającego Potwora Spaghetti, ale niech im będzie. Nie chcę, by ginęli tylko dlatego, że ktoś się zdenerwował.

Jeśli jednak atak nastąpi - w co wątpię - trudno będzie mieć za złe, gdy USA odpowie tym samym. A wtedy... miej nas Boże w opiece.

sobota, 26 stycznia 2013

Nielegalne ustniki

Moda na przetargi osiągnęła wyżyny absurdu. Sytuacja, w której do budowy obiektów użyteczności publicznej wybiera się firmę dającą najtańszą ofertę, jest społecznie szkodliwa. To, co dobre, musi kosztować i jeśli ktoś wybiera badziewianą firmę, by zbudowała mu drogę, nie ma potem prawa narzekać, że droga również jest badziewiana. Zbudowany możliwie najtańszym kosztem most zawali się, to samo dotyczy domu. Najtańsza wędlina jest napakowana śmieciami, tanie buty rozkleją się po pierwszym deszczu i tak dalej.
W Lubartowie na jarmarku
można kupić dobre piwo
Nie ma mowy w nim o pianie
ale za to dużo taniej...
- jak śpiewał Andrzej Rosiewicz. To mówi wszystko.

Jednak przetarg stał się modny. Doszło do tego, że gdy spytałam koordynatorki w przychodni o możliwość zakupienia jednorazowych ustników do spirometru (31 zł za 50 szt + przesyłka) usłyszałam, że nie jest to możliwe bez wcześniejszego przetargu na usługę. Zaznaczam, że całą operację mogłam przeprowadzić sama, pobierając od rodziców, zainteresowanych jednorazowym ustnikiem dla pociechy, złotówki za sztukę, co pokryłoby wszystkie koszty. Ale nie jest to możliwe z punktu widzenia chorego prawa. Zatem nadal używam sprzętu wielokrotnego zastosowania, sterylizując go oczywiście po każdym pacjencie. A rodzice nadal nie mają wyboru. Ot, Polska.

To tłumaczy, czemu mamy taki marny rząd. Pewnie zakupiliśmy go, urządziwszy przetarg....